Opis. (1) Film opowiada historię dwóch słowackich Żydów. W trakcie trwania II Wojny Światowej trafiają oni do Auschwitz. Po długim planowaniu i z wielką pomocą współwięźniów udaje im się zbiec. Po przekroczeniu granicy ze Słowacją odnajdują organizację Czerwonego Krzyża. Tam opracowują raport o tym jakie katusze muszą Hindenburg (1975) – TOP 12 – Filmy katastroficzne na faktach. Zestawienie otwiera zdecydowanie najstarsza pozycja w zestawieniu. Film skupia się na historii słynnego sterowca, który uznawany był za największy na świecie. Reżyser, Robert Wise, skupił się na fakcie, iż całość mogła być wynikiem sabotażu, a wybuch nie był Charlie mówi (2018) Lektor PL. Obejrzyj ten oraz 14346 innych filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Włącz dostęp. Dodał: Mayfly. Biograficzny, Dramat, Kryminał. Historia trzech kobiet wcielonych w sektę, gdzie przemoc, seks i brutalne morderstwa są na porządku dziennym. Jeśli chodzi o sny o zakonnicach, ten konkretny sen może zaskoczyć wiele osób i rodzić pytania dotyczące jego możliwej interpretacji. W tym artykule szczegółowo zbadamy znaczenie snów o zakonnicach z technicznego punktu widzenia, aby rzucić światło na ten zagadkowy sen i pomóc czytelnikom zrozumieć jego ukryte przesłanie. 1. Siła ducha - opis. Film Siła ducha to historia bazująca na prawdziwych wydarzeniach. Bohaterką filmu jest młoda i niezwykle ambitna Jessica Watson, żeglarka, która zamierza, jako pierwsza i najmłodsza osoba przepłynąć świat bez zawijania do portów. Ale nikt w nią, i jej postanowienie nie wierzy, więc nie ma wsparcia. Guillermo del Toro: Pinokio. W TOP15, jeśli chodzi o Netflix, filmy oryginalne, nie mogło zabraknąć nagrodzonej Oscarem animacji fantasy, Guillermo del Toro: Pinokio ( Guillermo del Toro’s Pinocchio ). Reżyser znany z takich hitów jak Labirynt fauna czy też Zaułek koszmarów opowiada na nowo historię drewnianego pajacyka. NdKJa. “Niewinne” opowiadają o wstrząsającym temacie - gwałtach na polskich zakonnicach dokonanych przez żołnierzy Armii Czerwonej - bez żerowania na emocjach widza. Siłą tego dramatu jest obserwacja, poparta wnikliwą dokumentacją historyczną. Francuska reżyserka Anne Fontaine skupiła się na aktorkach, które są największym atutem filmu. Agata Buzek i Agata Kulesza stworzyły mocny, wyrazisty duet aktorski, który zasługuje na każdą ten temat bardzo długo milczano. Przemoc na tle seksualnym jest źródłem potwornego wstydu dla ofiar , a gdy dodatkowo wiąże się z osobami duchownymi, mamy do czynienia z tabu. “Niewinne” są oparte na faktach. Gdy czerwonoarmiści wkroczyli do Polski, zaznaczyli swoją obecność także w zakonach. Znane są dramatyczne wydarzenia 1945 roku w Nysie , gdzie żołnierze zastrzelili lub zakatowali 27 zakonnic i zgwałcili 150 elżbietanek. Nie odpuszczali nawet siostrom po siedemdziesiątce i tym poruszającym się o film o gwałtach na polskich zakonnicach wyreżyserowała francuska reżyserka Anne Fontaine? To nie przypadek. W jej ręce wpadł scenariusz, który powstał w oparciu o dziennik francuskiej lekarki pracującej w Polsce dla Czerwonego Krzyża. Zakonnice zwróciły się do niej o pomoc. Część z nich została brutalnie zamordowana, czternaście zaszło w ciążę. “Niewinne” opowiadają historię spotkania francuskiej wyzwolonej kobiety z zakonnicami, które przeszły przez piekło i z obawy przed skandalem obawiają się skorzystania z interwencji kino ma długą tradycję filmów o zakonnicach - od “Matki Joanny od Aniołów” Kawalerowicza do “Idy” Pawła Pawlikowskiego. Fontaine próbuje zrozumieć motywacje polskich zakonnic poprzez osobę z zewnątrz Mathilde Beaulieu, która na początku ocenia siostry przez pryzmat zrozumiałych "cywilizowanych" reguł. Dopiero po czasie zaczyna rozumieć ich sytuację i terror, którego doświadczyły, a nawet się z nimi zaprzyjaźnia.“Niewinne” są filmem minimalistycznym. Fontaine nie żeruje na tragedii zakonnic. Postawiła na aktorki i trafiła w dziesiątkę, bo obsada jest jednym z najmocniejszych punktów tego filmu. Przypominająca urodą Karolinę Gruszkę francuska aktorka Lou de Laâge zagrała bez fałszywej nuty. To samo można powiedzieć o Agacie Buzek, która w ostatnich latach założyła habit po raz piąty. Świetnie wypadł też drugi plan: Joanna Kulig, Katarzyna Dąbrowska i Anna Próchniak. Na oklaski zasługuje zwłaszcza Agata Kulesza jako przeorysza, jej kunszt widać choćby w tym, że przez moment widz nie ma wątpliwości, że rolę matki przełożonej zagrała zaledwie 44-letnia aktorka.“Niewinne” opowiadają z klasą o jednym z najbardziej wstydliwych epizodów powojennej historii. Warto ten film zobaczyć w kinie choćby ze względu na subtelną reżyserię i doskonałe rzemiosło jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści. Istnieją na świecie filmy, po obejrzeniu których Tinto Brass zaczerwieniłby się ze wstydu, Krzysztof Zanussi przeszedłby na islam, a Sasha Grey zajęłaby miejsce w kolejce do spowiedzi. Zalegające w rupieciarni światowego kina tytuły spod znaku nunsploitation zwracają uwagę imponującym nagromadzeniem kiczu, przemocy i perwersji – Piotr Czerkawski Odziane w habity bohaterki tych filmów nie przypominają skromnych sióstr miłosierdzia. Wyuzdane i krwiożercze zakonnice odkrywają erotyczny wymiar samobiczowania, lubią przyjmować do ust coś zupełnie innego niż hostię, a za Madonną z chęcią powtórzyłyby, że „gdy klęczą, to bynajmniej nie po to, żeby się modlić”. Zamiast brać udział w codziennej mszy, bohaterki nunsploitation uczestniczą w jednym wielkim balu u Szatana. Filmy o bezpruderyjnych zakonnicach dają widzom możliwość, by urzeczywistnić swoje fantazje i tylnymi drzwiami dostać się na tę niepowtarzalną imprezę. Co ciekawe, dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że prawdziwa orgia dawno dobiegła końca. Jesteśmy bardziej pruderyjni i zachowawczy niż kiedyś? Coś w tym jest, przynajmniej na ekranie. Współczesne filmy o trudach zakonnego życia przypominają raczej poważne dramaty społeczne w rodzaju wchodzącego właśnie na nasze ekrany „Za wzgórzami” Cristiana Mungiu. W filmie niedawnego zdobywcy Złotej Palmy odnajdziemy jednak scenę, w której charyzmatyczny kaznodzieja bije opętaną przez szatana mniszkę za pomocą krucyfiksu. Pokuta godna najlepszych tradycji nunsploitation . W łóżku z szatanem Choć od czasu do czasu kolejni filmowi nekromanci próbują wskrzesić dawną tradycję, czasy świetności nunsploitation przypadają bez wątpienia na lata 70. Prawdziwy wysyp filmów o rozerotyzowanych zakonnicach stanowił zapewne jedno z dobrodziejstw rewolucji seksualnej. Niektórzy odbiorcy nurtu doszukują się prehistorii gatunku w szwedzko-duńskich „Czarow- nicach” z 1922 roku, a nawet w – nastawionych na ostrą krytykę Kościoła – pismach Denisa Diderota i markiza de Sade. Znacznie bardziej niż poważna dyskusja o opresyjnym charakterze religii katolickiej dla kolejnych twórców kina nunsploitation liczyła się jednak satysfakcja z naruszania obyczajowego tabu. W zamian za oferowanie widzom zakazanego owocu reżyserzy i producenci spodziewali się pokaźnych zysków. Właśnie dlatego filmy należące do nurtu powstawały w ekspresowym tempie i przy minimalnych nakładach finansowych. W taśmowej produkcji nunsploitation wyspecjalizowali się twórcy z Hiszpanii, Meksyku oraz Japonii. Zdecydowanie najwięcej wyznawców filmów o perwersyjnych mniszkach udało się jednak pozyskać w słonecznej Italii. Kino nunsploitation bardzo szybko wypracowało wzorzec fabularny, który podlegał później tylko nieznacznym modyfikacjom. Wyobrażenie o charakterze filmów przynoszą już same tytuły: „Zakonnica i diabeł”, „Szkoła świętej bestii” czy „Hańba siostry Lucii”. Bohaterkami kolejnych filmów należących do nurtu stawały się seksowne młode zakonnice. Targane wątpliwościami i wodzone na pokuszenie dawały się w końcu opętać diabłu, który zmuszał je do wykonywania coraz bardziej wstydliwych czynności. Chleb powszedni stanowiła masturbacja, gwałty, lesbijski seks, a nawet spółkowanie z samym Szatanem. Dostrzegający ograniczenia tkwiące w schematyczności własnych fabuł reżyserzy prześcigali się w walce o widza za sprawą coraz bardziej absurdalnych pomysłów. W zależności od osobistych preferencji albo skręcali ze swoimi filmami w stronę krwawego horroru o satanistycznym opętaniu, albo coraz ostrzejszego kina erotycznego. Zdeprawowane gwiazdy Z patriotyczną dumą warto podkreślić istnienie polskiego wkładu w fenomen nunsploitation . Jednym z najsłynniejszych filmów nurtu pozostaje „Za murami klasztoru” wyreżyserowany we Włoszech przez nieocenionego Waleriana Borowczyka. Polski twórca – zainspirowany powieścią „Promenade dans Rome” Stendhala – zaoferował swoim widzom całą gamę atrakcji typowych dla konwencji. Za murami klasz- toru siostrzyczki piszą do siebie miłosne lis- ty, handlują pornograficznymi obrazkami, a wreszcie nie skąpią swoich wdzięków okolicznym mężczyznom z parobkiem i rzeźnikiem na czele. Wśród niezwykle podobnych do siebie filmów największą uwagę przyciągają dziś te, które mogą pochwalić się udziałem znanych aktorek lub są w stanie uruchomić popkulturowe skojarzenia. W nawiązującym do poetyki nunsploitation horrorze „To the Devil a Daughter” pierwsze kroki w branży stawiała młodziutka Nastassja Kinski. Początkująca aktorka zagrała ponętną dziewczynę, która wpada w szpony okultystycznej sekty. Kinski pokazała na ekranie wszystkie swe wdzięki i odbyła obowiązkową kopulację z diabłem. Po takim chrzcie aktorka była już w pełni gotowa, by zdeprawować się do reszty na planie „Tess” Romana Polańskiego. Na zupełnie innym etapie kariery z kinem nunsploitation związała się natomiast Anita Ekberg. Osiemnaście lat po kąpieli w fontannie di Trevi w „Słodkim życiu” Felliniego szwedzka seksbomba pojawiła się na planie „Morderczej zakonnicy”. Ekberg po raz kolejny mogła nie przejmować się aktorstwem i skupić uwagę widza na eksponowanych przez siebie erotycznych wdziękach. Jako zakonnica z problemami psychicznymi uzależnia się od morfiny, odbywa stosunki seksualne z osobami obu płci, a w napadach szału pozwala sobie na erupcje widowiskowej przemocy. Perwersyjni mistrzowie Pojawienie się muzy Felliniego na planie filmu nunsploitation zaskakuje mniej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Postaciom perwersyjnych zakonnic udawało się od czasu do czasu przeniknąć z zapomnianych filmów klasy B do arcydzieł kina artystycznego. Sam maestro Fellini wysłał w ramiona ponętnej mniszki tytułowego bohatera swojego „Casanovy”, a w kultowej scenie z „Rzymu” zaprosił widzów na groteskowy pokaz kościelnej mody. Scenę jakby żywcem wyjętą z kina nunsploitation ma w dorobku Pier Paolo Pasolini. W jednym z epizodów ‒ opartego na zbiorze nowel Boccaccia – „Dekamerona”, włoski mistrz przeniósł na ekran historię klasztornego ogrodnika, który w wolnej chwili doprowadza do erotycznego przebudzenia grupę nieśmiałych mniszek. Nawiązania do formuły nunsploitation można odnaleźć w dorobku Pedro Almódvara, a fascynację nurtem deklarują także Quentin Tarantino i Robert Rodriguez. Dzięki temu ostatniemu ekranową procesję wyuzdanych zakonnic może zamykać bohaterka „Maczety”. Widok odzianej w ciasno opięty habit Lindsay Lohan nie pozostawia wątpliwości. Kino nunsploitation wciąż jeszcze bywa warte grzechu. Piszą do mnie znajome siostry z Francji, bardzo przejęte: o który to klasztor polskich benedyktynek chodzi w filmie „Les innocentes” i co się stało z tymi biednymi ofiarami? Bo one wiedzą, że film jest oparty na prawdziwym zdarzeniu… Fabuła filmu jest w skrócie taka: w jakimś polskim klasztorze benedyktynek przechodząca Armia Czerwona zgwałciła całą gromadę zakonnic, one utrzymują to najpierw w tajemnicy przed światem, aż wreszcie rodzą w klauzurze pod sekretem. No i problem: co się stało z tymi dziećmi, i z matkami także. A ja, jako wieloletnia badaczka dziejów zakonu, w którym to się rzekomo działo, powinnam to wiedzieć Otóż wiem z całą pewnością, że w żadnej z dziewięciu klauzurowych wspólnot benedyktynek polskich, które istniały w 1945 roku, nic takiego nie miało miejsca. Były to trzy klasztory we Lwowie i po jednym w Łomży, Nieświeżu, Przemyślu, Staniątkach, Warszawie i Wilnie. Klasztory: łomżyński, przemyski i warszawski leżały w gruzach, ale reszta ocalała i wszędzie zachowały się spisy i dokumenty. Znam nazwiska i dzieje wszystkich sióstr i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że żadna z nich nie stała się ofiarą nawet pojedynczego, cóż dopiero zbiorowego gwałtu. I co z tego, że to mówię? „Udowodnij, żeś nie wielbłąd”, prawda? Jeśli kogoś bardziej przekonuje taki obraz życia zakonnego, jaki reprezentują autorzy scenariusza, to mi i tak nie uwierzy. „Cóż innego mogłaby mówić, my swoje wiemy”. Już nawet słychać kąśliwe uwagi o zafałszowaniu historii przez polskie benedyktynki. Przecież klauzura zakonna to z samej definicji kryjówka ponurych sekretów; przecież autorka filmu twierdzi, że oparła go na autentycznym dzienniku jakiejś francuskiej lekarki, która tuż po wojnie pracowała w Warszawie w szpitalu. To z kolei wskazywało by na jakiś warszawski klasztor, tylko że kiedy ta lekarka tam przebywała, warszawskie klasztory leżały w gruzach i nie było tam takiej klauzury, która by mogła skutecznie ukryć choćby psa, a co dopiero gromadę położnic w habitach. Na szczęście udało się dotrzeć do wyjaśnień bardziej szczegółowych, złożonych przez reżyserkę w prasie francuskiej (Francois Forestier „Le couvent de la honte”; „Le Nouvel Observateur” z 4 lutego 2016 r.). Okazuje się, że ta lekarka, Madeleine Pauliac, należała do misji wojskowej, wysłanej po francuskich żołnierzy wracających z niemieckich obozów. Misja miała siedzibę w Warszawie, ale robiono częste i długie wypady do innych miast, zwłaszcza do Gdańska. I to w Gdańsku właśnie dr Pauliac została wezwana do wspólnoty przedstawionej w filmie. Notuje, że ta wspólnota straciła drogą gwałtów około dwudziestu zakonnic, które zamęczono na śmierć; zostało około czterdziestu, z tych część w ciąży. Jak wiadomo, Armia Czerwona nigdzie nie zasłynęła z cnoty, ale szczególnie na terenach uznawanych za niemieckie (a do takich należał Gdańsk) nie miała żadnych hamulców, więc dr Pauliac nie zmyśla. Problemy pozostają dwa: co to naprawdę były za siostry i co z całej tej historii czyni film. Nawiasem mówiąc, reżyserka, żeby się czegoś dowiedzieć o życiu zakonnym, spędziła tydzień czy dwa w jakimś klasztorze francuskich benedyktynek, poznała ich porządek dnia i dlatego akcję umieściła właśnie u benedyktynek. Co to naprawdę były za siostry, można by ostatecznie dojść ze spisów, prowadzonych normalnie przez każde zgromadzenie. Tylko po co? Żeby jeszcze kilka zgromadzeń zalano pytaniami? Mówię „kilka”, bo to we Francji, nie u nas, bywały wówczas opactwa liczące i ponad 200 mniszek; w dodatku w Gdańsku były tylko placówki czynnych zgromadzeń, które na ogół są kilkunastoosobowe, a podczas przejścia frontu mogły być nadto przemieszane i skomasowane. Sądzę więc, że tamtejsza tragedia mogła dotknąć kilku zgromadzeń, tym bardziej, że zezwierzęcone żołdactwo nie przeprowadzało przecież selekcji wedle przynależności zakonnej. Co zaś do losu ofiar, zasada jest taka, że jeśli zakonnicę spotka gwałt i z niego wyniknie ciąża, daje się jej wybór: czy chce dziecko wychowywać sama, a w takim razie jest zwolniona ze ślubów, czy też chce oddać je do adopcji i wrócić do klasztoru. Te, które 71 lat temu stanęły w Gdańsku przed tym wyborem, na pewno już dziś nie żyją, winowajcy też. Że tragedia była, to jasne, nawet jeśli pani reżyser przypadkiem nie spotkała nikogo, kto by o tym pamiętał, i dumna jest z odkrycia. A szczegółów i nazwisk nie potrzeba: nie ja będę podrzucać komuś to kukułcze jajo. Mógłby z niego jeszcze jakiś gazeciarz wysmażyć sensacyjną, ociekającą krwią i seksem opowieść o całej gromadzie zgwałconych mniszek, rodzących potajemnie. Po co robić sobie z czyjegoś bólu przedstawienie? A co z całej tej historii robi film „Niewinne”? Czy właśnie taką opowieść? Nie pójdę sprawdzać. Za stara już jestem; znam schematy i szkoda mi na nie nerwów. Wiem na przykład, że ogólny obraz wspólnoty zakonnej, który obowiązuje wśród autorów powieści (i scenariuszy), to stado bezwolnych baranów pod władzą wilka: groźnej i bezdusznej przełożonej. Demonizacja przełożonej obowiązuje i nikt, oczywiście, nie zadaje sobie trudu, żeby wyjaśnić, skąd się taki wilk w stadzie baranów bierze. Jeżeli autor jest szczególnie ambitny, to może w tym stadzie umieścić jedną (raczej nie więcej, bo to już nie byłoby realistycznie!) świetlaną postać młodej zakonnicy, która ma odwagę się sprzeciwić, z tragicznym oczywiście skutkiem. Wspominam o tym, bo latem 2014 roku była u nas w Staniątkach pani z Warszawy, która w imieniu francuskiej reżyserki (nazwisko nic nam nie mówiło) zaproponowała nam, aby kręcenie jej najbliższego filmu w naszym budynku. Zapowiadała bardzo piękny film, ale pytana o scenariusz, zdradzała pewne objawy takiego właśnie schematu myślenia. Nalegałyśmy więc, i obiecała scenariusz pokazać… ale nie zjawiła się więcej. U warszawskich benedyktynek-sakramentek była z taką propozycją nawet sama pani reżyser, ale jej pytania wzbudziły i tam brak entuzjazmu, toteż ostatecznie nakręcono film w jakimś poklasztornym budynku na Mazurach. Przynajmniej więc nie w żadnej żywej siedzibie zakonnej, której widok bezkrytyczna publiczność mogłaby potem uznać za potwierdzenie, że „u was to było”… Artykuł, na który tutaj się powołuję, kończy się akapitem, z którego widać, że we Francji nie mają pojęcia, jak zawiła i jak różna od równoległych dziejów innych demo-ludów była historia PRL. Już od samego przejścia frontu zaczyna się u nas (według autorki) taka niewola, że klasztory idą w rozsypkę, księża na rozwałkę, żadnej nadziei. Nie ma co komentować. A w dodatku morał jest taki, że to Bóg winien jest przeprosiny tym dzieciom zrodzonym z gwałtu. To teraz takie modne, żądać przeprosin. Jak widać, nawet od Boga. S. MAŁGORZATA BORKOWSKA (ur. 1939) jest benedyktynką, znawczynią historii życia zakonnego. Tłumaczka i pisarka, także książek dla dzieci i literatury fantastycznej. W 2011 r. otrzymała doktorat honoris causa KUL. Autorka dwudziestu książek, w tym trzytomowego „Leksykonu polskich zakonnic doby przedrozbiorowej”, pastiszu „Do ciotusieńki dobrodziejki” oraz powieści fantasy „Wyspa szczęśliwa”. Mieszka w klasztorze benedyktynek klauzurowych w Staniątkach pod Krakowem. Ciało Chrystusa jest święte, ciało artysty przeklęte. Dziś zamyka się kina, w których znajduje się siedlisko śmiertelnych bakterii, kościoły zaś służą do uzdrawiania pochłoniętych wirusem Polaków. O tym, że kino było dla kościoła wrogiem przekonaliśmy się nie raz. Przed wami filmy zakazane przez wysłanników Boga! Z jednej strony żartować nie można, sytuacja zwyczajnie nas przerasta. Nie jesteśmy przygotowani na scenariusz apokaliptycznego filmu, którym jeszcze do niedawna zachwycaliśmy się zagryzając ekscytacje nachosami z podwójnym serem. Z drugiej strony czy odrobina poczucia humoru nie jest wszystkim potrzebna? Tym bardziej, kiedy docierają do nas przekazy o zamykaniu kin czy innych placówek kulturalnych, a organizowane są zbiorowe posiedzenia w kościołach. Tak było 12 marca w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, gdzie kard. Kazimierz Nycz postanowił odprawić uroczystą Mszę Świętą koncelebrowaną z udziałem Episkopatu Polski, w czasie której jak zaznaczył dziękował Ojcu Świętemu za kanonizację św. Jana Pawła II i beatyfikację kardynała Stefana Wyszyńskiego. Zaprosił na to wydarzenie wiernych, w tym osoby starsze i dzieci. Widać są sprawy, które czekać nie mogą. Co ciekawe wspomniany święty, który pozostał człowiekiem nie do końca lubował się w tematach… powiedzmy odważnych. Jan Paweł II ma na swoim koncie chociażby potępienie filmu Siostry Magdalenki. Nagrodzony główną nagrodą na Festiwalu Filmowym w Wenecji obraz Petera Mullana opowiadał wstrząsającą historię przytułku prowadzonego przez tytułowe siostry w Irlandii w latach 60. Do ośrodka trafiały dziewczyny lekkich obyczajów czy te „trudne”, które miano poddawać resocjalizacji. Ale tym co wzburzyło wówczas mury Watykanu było przedstawienie przytułku jako obozu pracy, w którym kaci w postaci sióstr zakonnych stosowały sadystyczne kary fizyczne i psychiczne na swoich ofiarach. Papież z miejsca potępił ten film i zakazał jego wyświetlania. Nie pomogła nawet wypowiedź jednej z ofiar, która wyznała, że koszmarne wspomnienie z klasztoru było znacznie gorsze od tego, co widzimy na ekranie. "Joanna Matka od Aniołów", reż. Jerzy Kawalerowicz Regularne mycie rąk staje się naszą codziennością. Doczekaliśmy się takich czasów, że nie tylko kościół zmywa się z niebezpiecznego brudu, ale i jego wierni. W końcu lepiej nie wiedzieć, lepiej nie mówić nikomu. Warto wspomnieć należy przykłady z ostatnich lat, kiedy polski kościół potępiał z ambony filmy Wojciecha Smarzowskiego czy braci Sekielskich, którzy mieli czelność napluć i przede wszystkich zajrzeć przez dziurkę od klucza pod kołdrę duchownym. Jak to wyznał chociażby ks. Dariusz Kowalczyk, film Smarzowskiego prezentuje fałszywy obraz kościoła i nie należy go oglądać. Dodam tylko, że w tej samej wypowiedzi duchowny przyznał, ze filmu nie widział i nie zamierza tego robić… Podobne protesty wiążą się z głośną ekranizacją Matki Joanny od Aniołów na podstawie książki Jarosława Iwaszkiewcza. Wybitny film Jerzego Kawalerowicza po raz pierwszy został pokazany na Festiwalu Filmowym w Cannes w maju 1961 roku. Krytycy i widzowi wpadli w zachwyt nad dziełem opowiadającym o egzorcyzmach odprawianych na opętanych przez diabła zakonnicach. Mówiło się nawet, że to murowany kandydat do głównej nagrody (Złotej Palmy). Wtedy wkroczył Watykan i polscy hierarchowie, którzy zarzucali reżyserowi szerzenie głosów o kryzysie wiary. To było dla nich dzieło bluźniercze, antyreligijne. Presja na jury festiwalu była tak duża, że ostatecznie przyznano Kawalerowiczowi nagrodę specjalną. "Rzym", reż. Federico Fellini Przenosimy się na moment do Włoch. Federico Fellini, jeden z najważniejszych mistrzów kina dzięki zakazom kreował swoje największe wizje i sny. To go prowokowało do uruchomienia wyobraźni i zajrzenia jeszcze dalej. Urodził się on w czasie, kiedy wiara w faszyzm i kościół we Włoszech była normalnością. Była siłą. Ale nie dla małego FeFe, on miał swoje kino. Nie do końca podobało się to jego matce, dla której wiara w Boga była całym życiem, a kościół jednym miejscem, by godnie oddychać. Wpajała mu od małego, że poczucie szczęścia i radości to stan grzeszny, z którego należy się spowiadać. Poczucie szczęścia czy niewinny uśmiech na twarzy spowodowany przyjemną chwilą prowadzi do grzechu. Dlatego we wspomnieniach reżysera matka była kobietą bez uśmiechu, zalaną łzami. Jej jednym marzeniem było by Federico został księdzem. Nie udało się tego spełnić, ale kino Felliniego przesiąknięte było wiarą. Chociaż może nie tak jak życzyłaby sobie jego matka. Mistrz lubił prowokować kościół, tak było z jego arcydziełem Rzym, w którym prezentuje scenę mody kościelnej, przebierając duchownych w bogato zdobione, neonowe sutanny. Zbulwersowany Watykan oczywiście zakazał wyświetlania filmu. Zresztą, skoro jesteśmy w temacie wielkich mistrzów bawiących się krzyżem to należy przywołać również ojca surrealizmu Luis Buñuela – nowatora, skandalisty, ateisty, fetyszysty, który fascynował się perwersjami. Jego obrazy dla wielu były bluźniercze, przemycał on sceny, które szokowały, tak było chociażby w głośnym filmie Mroczny przedmiot pożądania, gdzie otrzymujemy scenę ukrzyżowania zakonnicy przez inne zakonnice. Ale tym co porządnie wkurzyło kościół to film Viridiana. Opowieść o młodej zakonnicy, która za namową swojego wujka ściąga na moment habit i zakłada suknie ślubną z welonem, by odegrać z nim scenę ślubu. Na następny dzień porzuca powołanie i oddaje się w ręce ludzi. Film został ostro potępiony przez Watykan, w tym papieża Jana XXIII, oliwy do ognia dolał też dziennik L’Osservatore Romano nazywając jego historię zakonnicy „obrazem bluźnierczym”. W rodzimej Hiszpanii wprowadzono zakaz wyświetlania, obowiązywał on przez 16 lat. Cenzura zamykała wszystkie potajemne pokazy, a sam reżyser musiał opuścić kraj. Nie zrobiło to na Buñuelu większego wrażenia. Parę lat wcześniej jego film Złoty wiek spotkał się z podobną falą krytyki ze strony kościoła. Wówczas producent filmu Charles de Noailles został wykluczony z elitarnego Jockey Clubu, a groziła mu nawet ekskomunika. Nazwany „bolszewickim esejem” przez dziennik Le Figaro film na swoją ponowną premierę czekał, aż do lat 80. chociaż oficjalnie jego wyświetlanie w Hiszpanii wciąż jest zakazane. "Diabły", reż. Ken Russell Do tej szerokiej listy należy też dodać W imię Małgorzaty Szumowskiej o homoseksualnych księdzu, nagrodzony w ostatnich latach Oscarem dla najlepszego filmu Spotlight dotykający tematu pedofilii w kościele, twórców Monty Pythona, którzy uważali, iż każda religia to abstrakcja, Kod Leonarda Da Vinci na podstawie bestsellera Dana Browna, który spowodował w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku ogromny spadek zaufania do kościoła czy Diabły Kena Russella z 1971 roku. Ten ostatni tytuł to najbardziej potępiony film przez kościół, opowiadający o francuskim klasztorze, w którym siostry zostały opętane przez demona seksu. Oparty na faktach i zrugany doszczętnie przez Watykan obraz zawiera sceny seksualnych orgii, w których zakonnice masturbują się ukrzyżowanym pomnikiem Chrystusa oraz zwęgloną na stosie ludzką kością. "Diabły", reż. Ken Russell Nie możemy nie wspomnieć też filmu Martina Scorsese Ostatnie kuszenie Chrystusa, który nigdy nie trafił do polskich kin, a i w Stanach Zjednoczonych miał problem z dystrybucją. Universal Picture zgodziło się na wyświetlanie filmu pod warunkiem umieszczenia w napisach czołowych oświadczenia reżysera. Scorsese miał zaznaczać, że podstawą filmu jest powieść zmarłego w 1957 roku pisarza greckiego, Nikosa Kazantzakesa, a nie Ewangelia. Za zmianę tytułu na Ostatnie kuszenie Kazantzakesa filmowiec został wykluczony z greckiej cerkwi prawosławnej. I kiedy spoglądamy na to wszystko, ten zbiorowy pakt milczenia, który zakazuje sztuki, by uchronić się od ognia piekielnego to pozostaje nam zaśpiewać jakże aktualną poezję Kory: Paranoja jest goła… WIĘCEJ Dokument "Wykorzystywanie seksualne zakonnic przez księży i inne nadużycia" pokazuje bolesne świadectwa ofiar, bezradność i tuszowanie. Odniosła się do niego Konferencja Episkopatu Francji oraz Konferencja Francuskich Zakonników i Zakonnic. W oświadczeniu wydanym po transmisji dokumentu wyemitowanego przez francusko-niemiecką stację Arte, Konferencja Episkopatu Francji (CEF) razem z Konferencją Francuskich Zakonników i Zakonnic (Corref) łączy się "w głębokim oburzeniu, smutku i gniewie (...) i kieruje przede wszystkim w stronę zakonników i zakonnic, ofiar tych nadużyć, swoje myśli i modlitwy". "Wszyscy biskupi we Francji pragną udzielić im wsparcia" - czytamy w oświadczeniu. "Walka z nadużyciami seksualnymi jakiegokolwiek typu w Kościele jest teraz naszym priorytetowym zadaniem, które wszyscy powinni podjąć z pełną odpowiedzialnością. To jest przesłanie, które Przewodniczący Konferencji Episkopatów całego świata podjęli niedawno w Rzymie podczas spotkania na temat ochrony nieletnich zwołanego przez Papieża Franciszka. Z tym przekonaniem CEF i Corref kontynuują swoje wysiłki aby przyjąć i wysłuchać ofiary, a razem z nimi, kontynuować walkę przeciw jakimkolwiek nadużyciom w Kościele: nadużyciom władzy, nadużyciom sumienia, nadużyciom seksualnym". Słowa, których używa CEF są słowami Papieża Franciszka z Jego Listu do ludu Bożego opublikowanego latem. W innym oświadczeniu Corref (Konferencja Zakonów), pisze, że ten "film dokumentalny jest wstrząsający i to, co przedstawia, jest trudne do zniesienia. Pokazywane tam: przestępczość, kłamstwa, zdrady, zaprzeczenia, perwersje i kryminalne postępowanie, które nie zostało ukarane, jest nie do przyjęcia". "Wróg jest w środku" - podkreśla Konferencja, idąc za głosem uwag wygłoszonych 21 lutego w Watykanie przez Kardynała Salazara Gomeza, arcybiskupa Bogoty, w czasie spotkania na temat ochrony nieletnich. Film dokumentalny pokazuje niektóre przyczyny tych manipulacji, a w konsekwencji, uległość ofiar, jak podkreśla Corref, uznając, że we Francji świadomość, jeśli chodzi o te zjawiska przychodzi zbyt późno. Przyczyny tych zachowań, o których mówi film to: absolutyzacja osoby kapłana, degradujący sposób rozumienia posłuszeństwa, głęboko zakorzeniony mechanizm oszustwa i traktowanie osób, szczególnie kobiet, tak, jak by były przedmiotami, także i wtedy gdy zachodzą w ciążę. W dokumencie zostały pokazane też przyczyny pochodzące z zewnątrz jak: nędza sióstr i wspólnot, braki, niepewność, które "mogą prowadzić do prawdziwego i rzeczywistego zawierania transakcji seksualnych, w których uczestniczą też i przełożeni". "Nawet jeśli wiele tych, które kierują międzynarodowymi instytutami zakonnymi żeńskimi, starają się chronić swoje siostry, szczególnie na tym czy innym kontynencie, praca dziennikarzy śledczych z Arte jest wezwaniem do uznania jak wiele pozostaje jeszcze do zrobienia" - uznała Konferencja. "Trzeba zacząć, jak w przypadku przestępstwa pedofilii, od położenia kresu bezkarności winnych nadużyć i ich wspólników czynnych czy biernych, aż do likwidacji perwersyjnych związków między nadużyciem władzy, nadużyciami o charakterze duchowym i przemocą seksualną". Corref dostrzega w tym dokumencie "okno nadziei" dzięki "zakonnikom i zakonnicom oraz świeckim, którzy podnoszą głos z wielką odwagą w Rzymie, w Quebec, w Stanach Zjednoczonych, w Afryce i wszędzie gdzie mogą przeciw tym niemożliwym do zniesienia czynom kryminalnym i towarzyszą ofiarom tych czynów". "Corref ze swej strony zaangażowała się już w walce przeciw wszelkim nadużyciom" i jest całkowicie zdecydowana "udzielać wsparcia ofiarom, pomocy Instytutom i odpowiedzialnym, aby mogli zrobić wszystko, co możliwe jeśli chodzi o ochronę swych członków i podawanie do wiadomości publicznej faktów". Międzynarodowa Unia Przełożonych Generalnych w Rzymie ponadto wyraziła "bardzo jasno swą pozycję prosząc, aby wszystkie siostry, które były ofiarami nadużyć, mogły mówić o tym bez lęku, wiedząc, że zostaną wysłuchane, otrzymają pomoc i będą chronione". Deklaracja Konferencji Zakonników i Zakonnic Francji kończy się okrzykiem bólu ale też obietnicą zaangażowania: "Tam gdzie my, liderzy Kościoła, w imię Chrystusa Sługi, zaangażowaliśmy się w ochronę dzieci i osób podatnych na zranienie, w obronie sumienia, godności, wolności i nadziei tych, którzy z zaufaniem przychodzą do życia zakonnego, zawiedliśmy (zbankrutowaliśmy) w sposób poważny i kolektywny. Jest to nieszczęście i nie można tego usprawiedliwić. Dzisiaj to my musimy wziąć na siebie tę winę, odpowiedzialność za zniszczone życia i zaangażować się tutaj i wszędzie, gdzie to możliwe, aby nie mogło to być utrwalane i kontynuowane. Zaangażowanie wszystkich w Kościele i pomoc ekspertów zewnętrznych są zasadnicze".

film o zakonnicach na faktach