Ich zdaniem większość dziewczyn wygląda świetnie bez żadnych poprawek, a te zdjęcia mają być na to najlepszym dowodem. W galerii przekonasz się, jaki jest ich typ . Myślisz, że łatwo będzie mu sprostać? To Lady Gaga bez makijażu Uwaga! To Lady Gaga bez makijażu. deri Data utworzenia: 24 lipca 2013, 9:54. Udostępnij Udostępnij artykuł przez: Facebook X Messenger Na schodach siedzą trzy ładne dziewczyny ubrane w stylu lat dziewięćdziesiątych. PREMIUM Piękne długie kobiece nogi w pończochach. dziewczyna zakłada pończochy w domu w białym pokoju. czarne rajstopy. profilaktyka żylaków. ciało kobiety w bieliźnie PREMIUM ŁADNE DZIEWCZYNY PRZY SAMOCHODACH: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ŁADNE DZIEWCZYNY PRZY SAMOCHODACH; Jak wypromować samochód 19.11. Ładne panie ubrane w body (1) ; Polska babcia wg sztucznej inteligencji - Demotywatory (486) ; Oni jeszcze nie wiedzieli - 5 sławnych osób uwiecznionych na zdjęciach tuż przed śmiercią (13) Wolicie dziewczyny z mocnym makijażem czy z delikatnym.? 2011-04-12 19:09:28; Pytanie do chłopaków - wolicie dziewczyny z makijażem czy bez? 2011-07-14 18:16:31; Wolicie dziewczyny,ktore są bez makijażu,z lekkim makijażem czy tapeciary ? 2011-08-03 18:12:20; CHŁOPAKI= wolicie dziewczyny z makijażem czy bez? 2010-03-24 17:38:54 l6prg. Data utworzenia: 9 listopada 2016, 6:00. Wiele gwiazd nigdy nie pokazuje się publicznie bez pełnego makijażu. Są jednak i takie panie, które nie wstydzą się ukazać fanom swojej niepomalowanej twarzy. Celebrytki coraz częściej z dumą publikują w internecie swoje zdjęcia bez tak zwanej tapety. Okazuje się, że faktycznie nie mają się czego wstydzić. Gwiazdy bez makijażu. Naturalnie piękne? Foto: Instagram, WBF / - Istnieje grono gwiazd, które bardzo dba o swój idealny wizerunek. Zburzyć go nie może choćby najmniejsza rzecz. A właśnie taką wydaje się dla pewnego grona znanych kobiet, pokazanie się bez pomalowanych oczu czy ust. Na szczęście, nie dla wszystkich pań jest to problem. Iza Miko, Doda, Edyta Herbuś czy Adele to tylko niektóre z gwiazd, które chętnie pozują bez makijażu. W internecie aż roi się od zdjęć, na których znane i lubiane pozują bez grama podkładu czy pudru. Nic dziwnego, każda z nich jest naturalną pięknością. By to udowodnić, Fakt przygotował zestawienie odważnych fotek. Która z gwiazd wygląda bez makijażu najlepiej? Sprawdźcie w naszej galerii. Małgorzata Kożuchowska: Jak ona to robi?! Bez makijażu, na sportowo i zachwyca Zobacz także Jessica Mercedes bez makijażu. Poznajesz? /12 Doda bez makijażu Instagram Doda często pokazuje się fanom w subtelnej wersji /12 Doda w makijażu WBF Pomalowana wygląda równie pięknie /12 Małgorzata Rozenek-Majdan bez makijażu Instagram Perfekcyjna Pani Domu wygląda bez makijażu jeszcze młodziej /12 Małgorzata Rozenek-Majdan w makijażu TRICOLORS / East News Małgorzata Rozenek-Majdan nie maluje się mocno /12 Ewelina Lisowska bez makijażu Instagram Ewelina Lisowska bez makijażu /12 Piosenkarka wygląda w makijażu równie pięknie Aleksander Majdański / Ewelina Lisowska w makijażu /12 Małgorzata Socha w wersji naturalnej Instagram Małgorzata Socha nie maluje się na co dzień /12 Małgorzata Socha maluje się tylko na wielkie wyjścia Kapif W makijażu wygląda równie pięknie /12 Edyta Herbuś nie wstydzi się pokazywać bez makijażu Instagram Tancerka unika na co dzień ciężkich kosmetyków /12 Edyta Herbuś w makijażu AFPS / PPC Czy makeup dodaje jej lat? /12 Adele bez makijażu Instagram Brytyjka nie wstydzi się pokazywać fanom w naturalnej wersji /12 Adele w makijażu wygląda równie pięknie WENN Adele w makijażu wygląda równie pięknie Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: Śledzicie czasem media plotkarskie? Ja tak. Nauczyła mnie tego moja mama, kiedy byłam na studiach. Kiedy siedziałam na wykładach i się nudziłam – zaczęłam wchodzić na plotkarskie strony. I wiecie co zauważyłam? Że często pojawiają się tam szokujące wpisy, że dana osóbba pokazała się bez makijażu. Newsy w stylu: prawdziwa twarz X! I te komentarze autora postu: ładna? Podoba Wam się bez makijażu? – Oczywiście, że NIE!Kobieta bez makijażu jest po prostu brzydka!Kiedy braliśmy ślub kościelny, miałam pełen full wypas makijaż. Krem, podkład, fluid, cienie, rozświetlacz, róże i inne bronzery. Byłam zrobiona. Mój mąż natomiast – nawet się nie ogolił; o żadnych pudrach i fluidach nie wspominając. Wkurzyło mnie to. Ja, żeby dobrze wyglądać, musiałam prosić świadkową o makeup, a ten mój mąż żeby dobrze wyglądać nawet nie musiał się golić. Nie musiał nic robić! I wiecie, nie dawało mi to spokoju. Siedząc na różnych forach ślubnych, widząc jak dziewczyny wrzucają swoje zdjęcia w próbnych (!) makijażach zaczęłam zastanawiać się po co my to robimy? Dlaczego tak wciąż i wciąż sięgamy po kosmetyki, malujemy się, wydajemy kupę kasy na to wszystko, nie tylko w dniu ślubu, ale i na co dzień, kiedy nasi faceci w najlepszym wypadku użyją wody po goleniu?I tak wchodząc na taki portal plotkarski zrozumiałam przyczynę. Hejt akurat padł na żonę Sławomira, tego od miłość, miłość w Zakopanem. Portal postanowił skrytykować ją (już nie pamiętam czy to był ich komentarz, czy postanowili upublicznić czyjś komentarz, nie mniej oni przyczynili się do propagowania wyśmiewania innych) – że bez makijażu wygląda jak facet! Rozumiecie to? Osoba sceniczna, która na scenie ma jakiś makijaż, jest częścią jakiegoś przedstawienia w życiu prywatnym postanowiła pokazać ich życie i siebie bez makijażu, siebie naturalną, od razu spotkała się z obrażaniem – bo nie wygląda jak na scenie!Wiecie, ja na co dzień chodzę bez makijażu. Maluję się naprawdę od wielkiego dzwonu. Moja awersja do fluidu wzięła się z problemów z cerą, której dodatkowo nie chciałam pogarszać zatykając ją chemią. Mój mąż, moi znajomi, przyjaciele, rodzina są przyzwyczajeni do tego, że ja się po prostu nie maluję. Dla nich ja bez fluidu jestem normalna. Tak wyglądam. Zawsze. Ale w przypadku celebrytów jest inaczej. W telewizji, na koncertach, w spektaklach widzimy ich w pełnej charakteryzacji. I do takiego ich widoku my, odbiorcy, fani, krytycy jesteśmy przyzwyczajeni. Dla nas – oni medialni są wiecie, że potrzebna są 3 dni aby przyzwyczaić się do nowego wyglądu? Bez znaczenia, czy to swojego, czy obcej osoby. Przez pierwsze 3 dni wydaje nam się, że wygląda się dziwnie, a później, po tych 3 dniach, ten wygląd jest dla nas normą. Nasz mózg przestaje jakby “pamiętać”, że wyglądało się kobiet próbuje za pomocą makijażu leczyć swoje kompleksy, dodawać sobie pewności siebie. Czasem – za pomocą fluidu, cieni, rozświetlaczy i bronzerów próbuje zaakceptować swój wygląd. Uwierzyć w siebie, w swoją wyjątkowość, w swoje piękno. Akceptacja siebie jest szalenie trudna. Kiedy ja patrzę w lustro to widzę, że przytyłam. Widzę te dodatkowe kilogramy i nie muszę w tym celu zakładać starych spodni, które kiedyś były na mnie za duże, a teraz są ok. Ja to widzę. Ale nie chciałabym by ktokolwiek powiedział mi – teraz nosisz rozmiar 38. Gruba świnia z ciebie. Kiedyś byłaś chudsza, a teraz grubas tak działają media! Tak działają i media, i social media! Popijając piwko w upalny dzień, siedząc w mieszkaniu, w którym jest tak gorąco, że człowiek się roztapia, od niechcenia taki “anonim sasa” rzuci komentarz “o kurwa, bez makijażu wyglądasz jak facet!” i przescrolluje stronę dalej. Ale ten komentarz zostaje. I przeczyta go ta osoba. I jakiego by dystansu do siebie nie miała zrobi jej się fest osoby zza telewizora przywykły do wyglądu scenicznego. Przywykły do sztuczności i pozerki. Ale wielu w życiu codziennym ceni sobie naturalność. Chce naturalnej kobiety, naturalnego wyglądu. To czemu w stosunku do celebrytów oczekujemy ciągłego makijażu? Te osoby nie mają prawa do naturalności? Czy jeśli na co dzień chodzimy do pracy elegancko ubrani, garsonki, spodnie 7/8 i koszule to znaczy, że po pracy nie możemy założyć dresu?Ja wiem, że w mediach liczy się wygląd. Lepiej klikalni są ci ładni. Każdy z nas woli oglądać ładne zdjęcia, coś wyjątkowego, niż codzienność. Ale warto pamiętać, że za tym ładnym i zrobionym kryje się normalność. Kryją się przebarwienia skóry, jaśniejsze brwi, krótsze rzęsy, mniejsze usta. Kryją się też boczki pod luźnymi że przy zastosowaniu tych wszystkich kosmetyków wyglądamy lepiej. To jest fajne! Ale warto pamiętać, że bez nich – wcale nie jesteśmy brzydsi ani gorsi. Jesteśmy sobą. Brak makijażu nie ujmuje nam atrakcyjności, tak samo jak (wbrew temu co twierdził mój poprzedni kierownik w pracy) pozytywne nastawienie do świata i dobry humor nie odbiera kompetencji.[wc_box color=”primary” text_align=”left” margin_top=”” margin_bottom=”” class=””]Czy wiesz, że… Jeśli chcesz być powiadamiana o nowych postach – możesz pobrać bezpłatną aplikację MYNASWOIM i dostawać powiadomienia o nowych postach na swoim telefonie :) Aplikacja jest dostępna na androida i iOS[/wc_box] Niezależnie od tego, czy mówimy o życiu codziennym,wyjściu wieczornym, zdjęciach w gazecie czy tworzeniu treści do mediów społecznościowych, przez 99% czasu jestem bez makijażu. Przechodziłam różne fazy związane z powodem, dla którego się malowałam: od wstydu za to, jak wyglądam, przez radość z kreatywnego wyrazu, po przyzwyczajenie. Aż w końcu nadszedł bunt i – w ostateczności – odrzucenie. Z końcem stycznia zaczęliśmy z Piotrkiem prowadzić wspólne konto na Instagramie, które związane jest z projektem „Las w nas„. Do dzisiaj opublikowaliśmy 96 zdjęć, z czego najbardziej komentowanym było to, w którego opisie poruszyłam kwestie nie malowania się do zdjęć i filmów, które publikuję w sieci (kliknij na zdjęcie, żeby przeczytać dyskusje, które wywiązały się pod zdjęciem). (ENG below) Hasło „Wracamy do natury” (nazwa mojego kanału na YouTube) nie odnosi się dla mnie tylko do spędzania czasu na świeżym powietrzu czy konsumowania zdrowej żywności. Ma dużo szersze znaczenie, zahaczające o to, jak się ubieram i czy się maluję. A przez 99% czasu się nie maluję. Nie robię tego w życiu prywatnym i nie widzę powodu, by robić to do zdjęć publikowanych na Insta (wydaje mi się, że może na jednym lub dwóch wrzuconych tutaj zdjęciach mam makijaż) czy nawet filmów na YT (w ostatnim, tym o lawendzie, mam tusz na rzęsach – szczyt elegancji! 😂). Podobnie na Stories, pokazuję się zupełnie naturalnie. Widać mankamenty mojej cery, niewyregulowane brwi, niedbale spięte włosy i wszystko pomiędzy. Zresztą jeśli przejrzelibyście nasze zdjęcia, które pokazały się w Newsweeku, Wyborczej czy lokalnych mediach, będzie to samo. Robię to bardzo świadomie, ponieważ chcę pokazywać, że nie ma nic złego, wstydliwego czy nieprofesjonalnego w tym, że kobieta chodzi bez makijażu. Bo powrót do natury to dla mnie także powrót do bycia ok z tym, jak naturalnie wyglądamy 🤗 A jakie jest Wasze zdanie, dziewczyny? Miałybyście problem, żeby pójść do pracy, na uczelnię czy do klubu bez makijażu? Ciekawa jestem Waszych odpowiedzi! ❤️ Post udostępniony przez Las w Nas (@las_w_nas) Lip 22, 2018 o 12:47 PDT Bardzo ciekawe komentarze pojawiły się również pod linkiem do postu, który właśnie czytasz, na moim fanpage: Dwie lub trzy z wypowiadających się na Instagramie dziewczyn (które się malują), poczuły się zaatakowane zarówno przez to, co napisałam ja, jak i przez wypowiedzi innych osób w komentarzach. Pozwolę sobie więc zaznaczyć, że opis moich doświadczeń, moich przemyśleń i moich definicji, które prezentuję poniżej, nie jest atakiem na nikogo kto ma inne doświadczenia, inne przemyślenia i inne definicje. W tekście tym dzielę się swoją historią i swoją motywacją do takiego, a nie innego postępowania. Tylko i aż tyle. BEZ MAKIJAŻU I Z – mejkapowa historia mojego życia Mam osiem lat, jesteśmy z rodzicami u fotografa na sesji komunijnej. Mam już wtedy początki trądziku, więc mama nakłada mi trochę podkładu i pudru na twarz. Moje pierwsze wspomnienie z makijażem w tle. ___ Mam lat może dziesięć i duże problemy z cerą. Zdarza się, że w szkole wołają na mnie „pryszcz”. Czuję się brzydka, mam mnóstwo kompleksów. Mam wrażenie, jakby każdy, kto ze mną rozmawia, widział tylko mój trądzik. ___ Jestem w gimnazjum, moja mama prowadzi jednoosobowy zakład kosmetyczny w podwarszawskich Łomiankach. Czasem jeżdżę do niej po szkole lub w weekendy. Zachwycam się kolorowymi lakierami do paznokci, robię sobie kwiatki z cyrkonii, panterkę i kto wie, co jeszcze. Regularnie „walczę” z trądzikiem, robię maseczki, cierpię w trakcie „oczyszczania” cery, poddaję się zabiegom kwasem salicylowym. ___ Liceum, jestem na obozie siatkarskim. Na dyskotekę maluję powieki na żółto-zielono. Uwielbiam malować oczy, jest to dla mnie bardzo kreatywne zajęcie. Coraz bardziej regularnie nakładam puder. Problemy z cerą nadal są, ale już nie takie duże. Za to kompleksy nadal trawią od środka i skutecznie obniżają samoocenę. ___ Studia, maluję się regularnie. Czuję, że muszę się malować przed wyjściem z domu, żeby ukryć to, jak wyglądam normalnie. W końcu na tym polega bycie zadbaną i atrakcyjną kobietą, nie? Na idealnej cerze i podkreślonym oku. ___ 2011 rok, przez miesiąc podróżuję po Islandii, stopem i z namiotem. O malowaniu się zapomnij. Podróżuję ze znajomym Francuzem i ani on, ani żadna z innych napotkanych przeze mnie w trakcie wyjazdu osób, nie ucieka na mój widok bez makijażu. Nikt nawet nie zwraca na to uwagi. Hmmm ciekawe… W trakcie całego wyjazdu chyba ze dwa razy maluję sobie rzęsy i czuję się jak najbardziej odstawiona kobieta świata. Mniej więcej od tego momentu przestaję się malować latem, czasem tylko oczy lub usta, ale i to nie za często. Zimą jednak nadal „trzeba” przykrywać mankamenty nieopalonej cery. Ciągnie mnie do czerwonej szminki ale uważam, że mam zbyt żółte zęby, żeby się takową raczyć. ___ Kilka miesięcy później ląduję na jakimś spotkaniu kosmetycznym, jednej z firm MLM, na które zabiera mnie koleżanka do tejże firmy wstępująca. Siedzę przy stole z kilkoma innymi dziewczynami, głównie młodszymi ode mnie (mam wtedy może 24 lata). Prowadząca opowiada nam o różnych rodzajach fluidów, pudrów i całej reszty ferajny. Na stole leżą kosmetyki, które mamy sobie wypróbować, robiąc makijaż odpowiedni dla naszego typu skóry i urody (oraz zapisać nazwy i kolory specyfików, coby je sobie później nabyć). Ale żeby zrobić sobie makijaż, najpierw trzeba zmyć ten, z którym się przyszło. W ruch idzie więc mleczko i waciki, ale nie u wszystkich pomysł przechodzi bez echa – siedząca koło mnie osiemnastolatka, o pięknej, gładkiej cerze, z wyrazem szoku i przerażenia na twarzy mówi: Ale jak to, ja mam tutaj zmyć makijaż i pokazać się bez niego? Ja nigdy nigdzie nie wychodzę bez makijażu! I widać, że nie żartuje ani nie wyolbrzymia, jest naprawdę zaniepokojona. Ten moment działa na mnie jak kubeł zimnej wody. Jak to możliwe, że młoda i ładna dziewczyna z taką zgrozą myśli o tym, żeby na 10 min pokazać się bez makijażu w gronie innych kobiet, które zaraz zrobią to samo? ___ 2013 rok, wydaję swoją pierwszą książkę. Żeby sfinansować jej druk znajduję sponsora, ale robię również przedsprzedaż wśród bliższych i dalszych znajomych. Jeden z nich, Alex z Monachium, zamawia ich dziesięć – jedynie w ramach wsparcia mojego przedsięwzięcia, bo po polsku nie mówi ani me, ani be. Żartujemy z tego i pyta, czy książki będą z dedykacją. „A nawet z buziakiem!”, śmieję się. Tak oto rodzi się pomysł, żeby całować moje „Polki” – coś, co robię nieustannie od pięciu lat, wypisując dedykację moim czytelniczkom (i jest to obecnie jedyna okazja, przy której używam szminki). Pomysł staje się hitem, czytelniczki są zachwycone tym, że w prawie każdej zakupionej u mnie książce znajduje się czerwony Organizuję mnóstwo spotkań autorskich, występuję na konferencjach i wydarzeniach dla kobiet. Umalowana i z czerwonymi ustami, które w pewien sposób stają się moim znakiem rozpoznawczym. Gdy kilka miesięcy później przestanę się malować, uczestniczki spotkań i czytelniczki będą dopytywać: gdzie Twoje czerwone usta? Na wydarzenia takie – wiadomo – przychodzą kobiety chcące się rozwijać, dobrze wyglądać, świetnie się czuć. Ładne sukienki, nienaganne makijaże, szpilki. Tylko ja coraz bardziej zaczynam się buntować. I przeciwko temu, jak wiele z takich wydarzeń funkcjonuje (podobnie jak sam rynek samorozwoju) i temu, że jako kobieta „muszę” się malować, a występując publicznie „odpowiednio” ubierać. Skoro mówię o autentycznym życiu, o samorozwoju, o wychodzeniu poza narzucane nam ramy społeczne, o poczuciu własnej wartości mającej oparcie we mnie, a nie w innych, dlaczego robię to nie będąc sobą? Nie mając na sobie tego, co bym założyła na każde inne spotkanie i zasłaniając się za warstwą makijażu, którego używanie narzucają mi normy, z którymi się nie zgadzam? Początkowo bunt jest tylko wewnętrzny, ale po pewnym czasie zaczynam go uzewnętrzniać. Przestaję się malować na spotkania z czytelniczkami, chodzę na nie w szarawarach i wygodnych klapkach. Zauważam, że wręcz specjalnie oduczam się społecznego warunkowania na temat tego, jak „należy” wyglądać. Jeśli zaczynam czuć presję, żeby się bardziej umalować lub wystroić, z premedytacją tego nie robię. Czytelniczki nadal przychodzą, książki nadal się sprzedają. Świat się nie zawala. WPŁYW KOSMETYKÓW NA ZDROWIE Niedługo później dochodzą kolejne elementy układanki, bo zaczynam się edukować jeśli chodzi o skład kosmetyków oraz o to, że zawarte w nich substancje są wielokrotnie w ogóle nie przebadane pod kątem wpływu na zdrowie człowieka (o środowisku nie wspominając). Standardem jest domniemanie, że coś nie jest szkodliwe, dopóki ktoś tego producentowi kosmetyków nie udowodni. Dodatkowo nawet jeśli składniki są przebadane, to w większości przypadków testowane są na zwierzętach w sposób, na jaki byśmy się nie zgodzili, gdybyśmy mieli się mu przyglądać. Ale większość z nas nie ma pojęcia, co się dzieje za drzwiami laboratorium, więc nie zadajemy pytań (ja też tego do bardzo niedawna nie robiłam). O ile w Europie sytuacja ma się dużo lepiej niż w Stanach, gdzie często dopuszczane są substancje u nas zakazane, o tyle „normalne” kosmetyki i tak zawierają rzeczy, których nie chcę w siebie wklepywać. Są producenci, którzy utrzymują, że np. parabeny i SLSy są zdrowe, są tacy, którzy informują o ich potencjalnej kancerogenności. Jedni i drudzy powołują się na badania. Wiadomo – w zależności od tego, kto daną rzecz bada i co chce udowodnić, to właśnie znajdzie. Jednak niezależnie od tego, których badań wyniki są bliższe prawdziwemu stopniu szkodliwości tych substancji, czy jeśli istnieją jakiekolwiek podejrzenia lub dowody na to, że mogą one wywoływać poważne problemy zdrowotne, to nie powinny być zabronione? Zdajemy się zapominać, że skóra jest naszym największym organem i absorbuje przynajmniej część tego, z czym się styka, niejednokrotnie transportując dane substancje prosto do krwiobiegu. Jeśli nie wiem, skąd jakiś składnik pochodzi i jakie ma działanie, a także, że został odpowiednio przetestowany (również w kontakcie z innymi składnikami) i że nie „przedawkuję” go w połączeniu z innymi produktami, które stosuję przez długi czas (przeciętna kobieta codziennie, przez dekady, wystawiona jest na działanie setek substancji chemicznych, zawartych we wszystkich możliwych rodzajach kosmetyków, nie wspominając o innych produktach, typu środki czystości), to podziękuję. I najszybciej podziękowałam właśnie kosmetykom tzw. kolorowym. Tym bardziej, że kilka lat temu nie znałam żadnych alternatyw dla kosmetyków kolorowych produkowanych na masową skalę. A gdy w końcu dotarło do mnie, że jedne z najbardziej delikatnych i strategicznych miejsc mojego ciała (gałka oczna) są codziennie wystawiane na działanie substancji, które je podrażniają lub poprzez które dostają się dalej do mojego organizmu (usta i zjadanie szminek, błyszczyków i konturówek, panie i panowie), to zrobiło mi się słabo. A potem przyszedł wkurw. Wkurw na producentów kosmetyków, dla których zysk jest ważniejszy niż zdrowie moje i innych kobiet z całego świata. I nie mówię tu tylko o zdrowiu fizycznym, ale również mentalnym i emocjonalnym. To, że wklepujemy w siebie szkodliwe dla nas substancje to jedno. Ale ważniejsze jest: dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź: potężny przemysł kosmetyczny pilnuje, żebyśmy co sezon znajdywały nowe wady w swoim ciele, które trzeba niezwłocznie naprawiać. Dziesiątkami kosmetyków i zabiegów, z setkami potencjalnie szkodliwych substancji. W jaki sposób się przed tym nie buntujemy i wydajemy mnóstwo pieniędzy na produkty i usługi wszelakie, które mają nas „upiększyć”? I co to w ogóle znaczy, „upiększyć”? Co by było, gdyby kobietom nie było wmawiane, że nieustannie muszą coś ulepszać, tuszować, zmniejszać, powiększać? Gdyby nikt w sztuczny sposób nie wyznaczał kanonu piękna? Gdybyśmy zrozumiały, że nie ma jednego ładnego kształtu oczu, kości policzkowych czy czoła – są ich miliardy. Tyle, ile jest kobiet na świecie. Gdybyśmy przestały zamartwiać się o niemalże każdy centymetr naszego ciała… …ile energii by to uwolniło? …ile poczucia własnej wartości i sprawczości dodało? …ile czasu i pieniędzy oszczędziło? …od ilu głupich decyzji i relacji ustrzegło? (Wszak sama dobrze wiem, w jak głupie układy można się ładować, chociażby w kontekście relacji damsko-męskich, gdy same siebie nisko oceniamy.) Zastanów się nad tym chwilę. Ja się zastanawiam, coraz częściej. I efektem wcale nie jest to, że w ogóle się nie maluję czy że uważam, że kosmetyki i makijaż to zło wcielone same w sobie. Po pierwsze, znalazłam zamienniki dla wcześniej używanych kosmetyków i mam poczucie, że obecnie nie szkodzę sobie za bardzo, gdy z nich korzystam. Po drugie, najzwyczajniej w świecie lubię się od czasu do czasu umalować. Po trzecie, bardzo dobrze rozumiem chęć kobiet do tego, żeby z pomocą makijażu zakrywać rzeczy, których nie chcą pokazywać, ponieważ boją się wyśmiania, odrzucenia czy krytyki. I wiem, że dla nich malowanie się jest wielokrotnie tym, co dodaje pewności siebie i pozwala wyjść do świata bez Dla mnie, w miejscu, w którym się obecnie znajduję, bardzo ważne jest, żeby w Internecie pokazywać się tak, jak wyglądam na co dzień. O ile na zdjęciach i filmach mam sporadycznie wytuszowane rzęsy, a jak poszaleję to i trochę kredki przy oku czy podkreślone brwi, o tyle np. na Instastories, które prowadzimy codziennie, czy w zdjęciach do artykułów w prasie, które się o nas ukazują, w 99% przypadków jestem zupełnie sauté. Z nieidealną cerą, czasem z przetłuszczonymi włosami, a czasem z mokrymi strąkami, bo właśnie wyszłam spod prysznica. Zmęczona, umorusana lub rześka i w ładnej kiecce. Czasem wyglądam super, a czasem… po prostu wyglądam. I to też jest super, bo przecież dokładnie taka właśnie jestem. Ale nie każdemu się to podoba, bo uwarunkowanie, że kobieta zadbana/atrakcyjna/pokazująca się publicznie musi być umalowana, uczesana i „odpowiednio” ubrana, jest w nas bardzo mocne. I ludzie czują prawo do tego, żeby komentować mój #nomakeup wybór i wygląd, głównie obcy faceci w Internetach. Na portalach społecznościowych, na których w ramach promocji umieszczam swoje filmy YT, pojawiają się komentarze „Umaluj się pani” lub „Jest potencjał, gdybyś nie robiła z siebie szarej myszki, umalowałabyś się„. Co ciekawe, Piotrek – po dwóch latach publikowania filmów – ani razu nie dostał krytycznego komentarza na temat swojego stroju, wyglądu czy fryzury. Mnie wystarczyły dwa I nie chodzi tylko o obcych chłopów w świecie wirtualnym. Dwie z sytuacji, które utkwiły mi w pamięci najbardziej, jeśli chodzi o mój brak makijażu, miały miejsce za sprawą bliskich mi kobiet. Sytuacja #1 Nie widziałyśmy się ze znajomą chyba z półtora roku. Jestem po powrocie z Hawajów, opalona, tryskająca pozytywną energią. Ogromnie szczęśliwa ze spotkania, w centrum Warszawy wsiadam do samochodu znajomej. Z radością szybko się ściskamy i, zanim zdążę powiedzieć cokolwiek, znajoma wypala: „Ale mogłabyś się trochę umalować!” Sytuacja #2 Wypuszczam niedługo stronę w nowej odsłonie. Dotychczasowo było to jedynie portfolio różnych moich projektów, teraz chciałabym mieć miejsce do publikacji tekstów. Kilka dni wcześniej pomagałam znajomemu fotografowi przy sesji zdjęciowej w jednej z warszawskich szkół tańca. Musiał ustawić dobre światło do zdjęć, więc wysłał mnie na tło fotograficzne i zrobił kilka próbnych fotek. Kiedy mi je później pokazał stwierdziłam, że idealnie mi się wpisują jako grafiki do mojej strony (dzięki, Adam!). Podekscytowana nowym wyglądem strony, jeszcze przed premierą, podsyłam ją do różnych znajomych, żeby usłyszeć ich uwagi na temat jej funkcjonalności, projektu itp. Jedna ze znajomych pisze, że strona super, tylko zdjęcie mogłabym mieć bardziej profesjonalne. Zachodzę w głowę, o co jej chodzi: zdjęcie zrobione w studio, przez bardzo dobrego fotografa, świetnym sprzętem, na tle fotograficznym i z profesjonalnym oświetleniem. „Umalowałabyś się i jakoś uczesała” – słyszę, gdy pytam, co ma na myśli przez „bardziej profesjonalne”. I nie zrozumcie mnie, ani ich, źle – nie mówiły tego w sposób uszczypliwy, złośliwy czy mając cokolwiek złego na myśli. Mówiły to z troski o to, jak mój brak makijażu odbiorą inni: jako brak profesjonalizmu i dbania o siebie. Ale to właśnie w tym tkwi mój problem. Bo od kiedy to mój profesjonalizm zależy od tego, czy jestem umalowana, czy nie? Jak makijaż zmienia moje predyspozycje, talenty, doświadczenia? W jaki sposób wpływa na moją przedsiębiorczość, zaradność czy wiarygodność? BEZ MAKIJAŻU WYGLĄDAM JAK POTWÓR Pisząc ten tekst z ciekawości zaczęłam wpisywać w Google „bez makijażu”, żeby zobaczyć, jakie są najczęściej wyszukiwane frazy.”Wyglądam jak potwór” było pierwszą z podpowiedzi. Dalej nie było lepiej: „wyglądam okropnie” i „jestem brzydka”. Makijaż – niegdyś przywilej arystokracji i klasy rządzącej, teraz praktycznie obowiązek każdej kobiety, i to coraz młodszej. Bo od lalek, przez bajki, po reklamy, obraz umalowanej twarzy przekazywany jest najmłodszym z nas, bez ustanku. W filmach dziewczynki i kobiety umalowane są o każdej porze dnia i nocy, prezenterki w TV mają na sobie grubą warstwę makijażu poprawianą co kilka minut, a na okładkach „kobiecych” gazet pojawiają się nie tyle kobiety umalowane, co wręcz nie występujące w naturze, bo ich wygląd tak bardzo zmieniany jest komputerowo. Badania pokazują, że polskie nastolatki mają najniższą samoocenę ze wszystkich europejskich rówieśniczek. Kompleksy na punkcie wyglądu oraz wynikający z nich pęd do tego, by się „ulepszać”, chociażby za pomocą makijażu, jest bezpośrednim następstwem przekazów kulturowych, z którymi mają do czynienia 24/7. Płyną one zewsząd: od rodziców, kolegów, pań z telewizji, wszechobecnych reklam czy retuszowanych Instagirls. Nakazują młodym dziewczynom (choć nie tylko) czuć, że takie jakie są, są niewystarczająco: ładne, szczupłe, nieskazitelne. Z malowania się zrezygnowałam dla siebie samej i własnego dobrego samopoczucia, ale jednym z głównych powodów, dla których z premedytacją publikuję w Internecie zdjęcia i filmy bez makijażu jest to, żeby pokazywać alternatywny obraz zadbanej, przedsiębiorczej i świadomej kobiety. Jasne, zasięgi mam małe, więc i wpływ jest mały, ale im więcej z nas będzie otwarcie mówić o swojej motywacji do podejmowania takich, a nie innych wyborów, im więcej tekstów zaczynać się będzie od „bez makijażu” i kończyć na pozytywnych przesłaniach, tym większa szansa, że młode dziewczyny będą miały okazję spotkać się z innymi wzorcami. Tak więc, bez makijażu wyglądam super bez makijażu czuję się bardziej swobodna bez makijażu moja skóra oddycha bez makijażu podobam się sobie bez makijażu jestem naturalnie piękna bez makijażu czuję się wolna A Ty? Malujesz się na co dzień? Miałabyś problem w tym, żeby pójść do pracy, szkoły lub klubu nieumalowana? Jak się czujesz bez makijażu? Wskakuj na newsletter, żeby nie przegapić kolejnych artykułów: * Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowych tekstach, projektach, produktach i usługach. Zgodę możesz wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności. Codzienny dylemat kobiety: wyjść z domu w makijażu czy bez? Większości kobiet wydaje się, że makijaż jest absolutną koniecznością i robią go nawet wtedy, kiedy mają wyrzucić śmieci – bo zawsze muszą wyglądać dobrze! Ale przecież bez makijażu nasza twarz i cera też mogą być ładne i wyglądać świeżo 🙂 Najbardziej skrajnym przypadkiem są kobiety, które nigdy nie pokazują się swojemu partnerowi bez makijażu – kładą się do łóżka, kiedy jest zgaszone światło, a rano wstają, zanim on się obudzi i biegną do łazienki, żeby się umalować. Naprawdę słyszałam o takich przypadkach i uważam, że jest to rodzaj zaburzenia emocjonalnego, totalny brak akceptacji i wiary w siebie, a przede wszystkim ogromny lęk przed odrzuceniem i przed tym, że partner może nie zaakceptować nas takich, jakie naprawdę jesteśmy. Reklama mojej książki. Żeby dowiedzieć się więcej, wejdź do menu bloga i przejdź do opisu e-booka w sklepie :-) Właśnie z tego powodu, żeby nauczyć się akceptować nasz naturalny wygląd, powinnyśmy od czasu do czasu wyjść z domu bez makijażu. Do pracy, do szkoły, na spotkanie z koleżanką. Zaryzykowałabym nawet wyjście bez makijażu na imprezę czy spotkanie z chłopakiem albo partnerem – zapewniam Cię, że nie od tego zależy nasze powodzenie i dobre relacje z płcią przeciwną. 1. Jak dobrze wyglądać bez makijażu 2. 12 wskazówek dobrego wyglądu i samopoczucia 3. Dobre samopoczucie jest lepsze od makijażu! Jak dobrze wyglądać bez makijażu 12 wskazówek dobrego wyglądu i samopoczucia Reklama mojej książki Zacznij od zadbania o higienę i o wszystkie podstawowe elementy Twojej naturalnej urody: Zrób delikatny peeling twarzy – możesz też zastosować maskę odświeżającą. Wykąp się lub weź staranny prysznic. Umyj włosy i zastosuj odżywkę, a potem starannie się uczesz, nie możesz być przecież rozczochrana i z tłustymi włosami! Zastosuj delikatny krem do twarzy, najlepiej matujący. Zastosuj korektor i niewielką ilość pudru – to jeżeli masz trądzik lub inne zmiany skórne, a jeżeli masz tylko świecącą cerę, to sam puder wystarczy (ale w małych ilościach). Zrób staranny manicure i pedicure – tak, pedicure też jest ważny, chociaż nie zawsze go widać. Nie musisz malować paznokci, chodzi o to, żeby były staranne przycięte, spiłowane, skórki uporządkowane, no i czyste! Załóż biżuterię – ale nie za dużo! Np. załóż kobiece kolczyki z błyszczącym oczkiem, subtelne i eleganckie) oraz nieduży wisiorek na łańcuszku. Użyj swoich ulubionych perfum Ubierz się kobieco – załóż kobiece ubranie, sukienkę lub chociaż bluzkę z ładnym dekoltem, która podkreśla Twoje kształty i pokazuje ładnie biust. Najlepsze kolory to: czerwony, różowy, niebieski i śnieżnobiały. Zrezygnuj z kolorów ciemnych, szarych i beżowych, one mogą sprawić, że bez makijażu będziesz niewidoczna, twoja twarz stanie się szara i bez wyrazu (chyba, że masz wyjątkowo ładną cerę – śniadą lub porcelanową – wtedy nie musisz się tym przejmować). Załóż dodatki – możesz rozważyć założenie: kolorowej apaszki, opaski na włosy, spinek, broszki, bransoletek – nie wszystko naraz oczywiście, wybierz 1-2 dodatki 🙂 Bądź wyprostowana i pewna siebie. Uśmiechaj się i bądź radosna – uśmiech zawsze dodaje kobiecie wdzięku i jest najlepszym sposobem na urodę. Dobre samopoczucie jest lepsze od makijażu! Ważną sprawą, o której jeszcze nie wspomniałam, jest Twoje samopoczucie. Bo jeżeli danego dnia jesteś niewyspana, zmęczona i zestresowana, to wtedy radziłabym Ci jednak zrobić, chociaż niewielki makijaż, żeby zamaskować oznaki wyczerpania. Brak makijażu w takim trudnym dniu może Ci bardzo przeszkadzać i zwiększać Twoją niepewność. Ale jeżeli jesteś wypoczęta i nie brakuje Ci energii, to zrób sobie wolne od kolorowych kosmetyków, na pewno Ci to nie zaszkodzi. Pamiętaj tylko, żeby nigdy nie robić sobie wolnego od podstawowych zasad higieny i dbania o siebie! Polecane artykuły Jak być piękną i zadbaną kobietą? Jak zadbać o siebie i swój wygląd? Piękny, zadbany wygląd na co dzień Makijaż jest obowiązkowy dla każdej kobiety? Czy zawsze muszę mieć ładny makijaż? Jak zrobić makijaż do pracy?* Jak ładnie wyglądać w domu? Atrakcyjny wygląd na co dzień | Kura Domowa

ładne dziewczyny bez makijażu